poszukiwania repertuaru na egzamin okazują się nie być tak ciężkie i niefajne jak to się wydawało kiedyś. zwłaszcza kiedy nie jest się z tym samemu. i dokumenty też już wysłane, chociaż cały czas się boję trochę, czy aby na pewno doszły. niby kurier, ale różne rzeczy się zdarzają. a do tej pani to ja się teraz trochę boję dzwonić, ale cóż przecież nie wszyscy ludzie muszą być mili.
w każdym razie, zaczynam uwielbiać wojaczka i zaczynam żałować, że nie potrafię czytać tak szybko jak mama, bo mam bardzo dużo do przeczytania a nie chcę się zadowolić fragmentami.
juwenalia jakoś mnie nie usatysfakcjonowały w pełni, głównie z mojej winy, bo cały czas musiałam się czymś przejmować, no bo jak można sobie pomyśleć, że nic się nie stanie, jeśli raz wezmę na koncert torbę (najgłupszy pomysl), albo że jeśli organizatorzy zakładają, że skończy się o 23, to pewnie tak będzie, ew. z małym opóźnieniem? nvm, nosowska dała radę, akuraci chyba też (oceniam na podstawie 20 minut). a tak przy okazji: ma ktoś może ochotę na indios bravos w malowniczej polickiej wiosce*? a po nich na gwiazdę wieczoru feel? ;>
sporo tego wyszło, ciekawe czy komuś będzie się chciało to przeczytać. nieważne, mi wystarczy publikacja. mam dzisiaj chyba jakiś nawrót wirtualnego ekshibicjonizmu. w końcu, jak to powiedziałam panu G., w dzisiejszych czasach ludzie prowadzą życie na dwóch płaszczyznach...
*to tylko taki żarcik, z moim patriotyzmem lokalnym jest wszystko w porządku.










--
see my gallery ! [link]
--
You're a slave to yourself
Previous Page12345...Next Page